piątek, 17 marca 2017

Zawieszenie

Tomorrow and Yesterday zostało otworzone 6 listopada 2016 roku. Przeżyliśmy ze sobą kilka cudownych miesięcy, napisaliśmy wiele ciekawych opowiadań... Nie dało się jednak nie zauważyć tego, że aktywność na blogu bardzo spadła. Próbowaliśmy podnieść go na nogi kilka razy. Na początku wydawało się, że przeżyjemy ten upadek, ale później znowu aktywność zaczynała spadać, psy odchodziły. Dziękujemy przede wszystkim: Requelowi, Rev, Kirze i Stars, którzy byli z nami bardzo długo i przez cały czas dodawali życia temu blogowi. 
Zawieszamy TaY na kilka miesięcy. Może kiedy blogów o psach zrobi się mniej, a zainteresowanie nimi ponownie wzrośnie, otworzymy blog z powrotem. 
Dziękujemy za wszystkie chwili razem spędzone! Do zobaczenia!

Neith i Gouki 

poniedziałek, 13 marca 2017

Od Kiry CD. Tenebris

- Mieszka raczej daleko stąd. - odpowiedziałam wiedząc jak daleko jest jej dom
- A dokładnie to gdzie? - dopytywała suczka
- Jakieś pięć godzin drogi stąd na północ. - powiedziałam
Suczka zamyśliła się przez chwilę, a potem powiedziała:
- A może przeszlibyśmy się do tej Rem? - wypaliła
Ja troszkę speszona, no wiecie, dawno u niej nie byłam, i nie planowałam już wrócić. No może w awaryjnej sytuacji... Ale zbaczam z tematu
- Nie sądzę aby Rem się mnie spodziewała. Może nie ma jej w domu. - powiedziałam ze spokojem - Ale zawsze można spróbować.
Widziałam jak Tenebris nad czymś rozmyśla. Co ona planuje z odwiedzinami Rem? Czyżby to miało związek z Rickiem? Wstałam z zimnego podłoża i skierowałam się na północ. Tenebris ruszyła za mną. Szliśmy razem. Zrobiło się mroźniej. Jednak mi nic to nie zrobiło. Poczułam tylko lekki przyjemny chłodek. Na moje oko pogoda zapowiadała również deszcz. Obyśmy dotarli do Rem jak najszybciej. Chociaż lubię deszcz, to dzisiaj akurat nie miałam ochoty mieć przemoczonego futra. Na nos spadła mi jedna kropelka deszczu. Miałam rację. Po chwili lunął na nas spory deszcz. Schowaliśmy się pod starym dębem. Jeszcze tego nie powiedziałam, ale byliśmy już w lesie. Teraz jak dla mnie tylko wystarczy tylko przeczekać deszcz i ruszyć dalej. Ale jednak o czymś sobie przypomniałam. Przecież po deszczu zbierają się ślimaki... Wzdrygnęłam się na tą myśl. Położyłam się na wilgotnej trawie i patrzyłam na spadające krople.

Tenebris? Nareszcie, nareszcie napisałam :D

niedziela, 12 marca 2017

Od Alix do Sipeye (opis historii)

Otworzyłam niepewnie oczy. Jeden niewyraźny obraz... Mama... Moja psia mama... Zaraz co oni jej robią? Co to za błyszczący przedmiot udający pazur? Dlaczego moja mama się boi? Nie! Nie! Mamo! Nie dam rady ich powstrzymać! Zabili ją! Zabili najbliższą mi osobę.
-Witaj mały! Czas na męczarnie! -Powiedział jeden
-Grrr... -Zaczęłam warczeć
-Nie wściekli się tak! Tylko cię ZABIJEMY! -zaczął się śmiać drugi
-Hau, hau -Zaczęłam szczekać
-Spokojnie to tylko BARDZO boli -jeden zwinął się ze śmiechu.
Nie wytrzymam! Ugryzłam jednego w rękę aż do krwi.
-Tytoń cholerny psie! -Krzyknął ugryziony- Mark podaj bicz. Nauczymy tego kundla kultury.
-Ale to dopiero szczeniak...
-Co z tego? I tak mamy go zabić ... Szef kazał ...
-Masz... -powiedział Mark i rzucił bicz
Nagle ogromny ból. Cała jestem we krwi. Zaczęłam piszczeć.
-Widzisz jak to na nie działa! -powiedział
Nie wytrzymałam! Zabili moją mamę a teraz za to zapłacą! Rzuciłam się na jednego i wgryzłam mu się w szyję. Ten zaczął krzyczeć z bólu ale w końcu padł bez życia na podłogę. Popatrzyłam na drugiego. Ten powiedział:
-Już teraz rozumiem dlaczego szef kazał cię zabić... -nie dokończył bo zrobiłam to samo co z poprzednim. Cała we krwi wybiegłam z magazynu. Jednak szybko zawróciłam i pobiegłam do ciała mamy.
-Żegnaj mamo... Zostałaś pomszczona... Ci chciwi ludzie zapłacili za swoje zbrodnie. -To mówiąc wybiegłam w płaczu z magazynu. Nagle wpadłam na czarną suczkę.
-Przepraszam nie chciałam! -Zaczęłam przepraszać cały czas płacząc
-Nie nie szkodzi...Co ci się stało?
-Pomoże mi pani?-Spytałam cała w łzach.

Sipeye?

niedziela, 12 marca 2017

"Najgorsze jeszcze przed tobą..."


IMIĘ: Alix
WIEK: 2,11 lat
PŁEĆ: Suczka
PRZYNALEŻNOŚĆ: Louvre
STANOWISKO: Czujka
CHARAKTER: Alix to wesoła i pełna energii suczka. Lubi wszystko co niebezpieczne i łamiące prawo. Ma bardzo wyczulony węch, co pozwala jej zlokalizować przeciwnika 2 minuty przed jego pojawieniem się. Alix lubi przebywać w towarzystwie. Nie jest typem samotnika. Po jej głowie zawsze krąży fala pomysłów i wykrętów. Często przez swoją nieopisaną ciekawość wpada w sidła wroga, ale zawsze wychodzi bez szwanku. Jej autorytetem jest blizna na lewym tylnim udzie.Wygląda to trochę jak piorun. Wielbicielka adrenaliny i sportów ekstremalnych. 
APARYCJA: Wszystko widać na zdjęciu ale ją opiszę...
Jest biała w srebrne łaty. Na jej pysku zawsze promienieje uśmiech. Ma niebiesko-srebne oczy które zawsze są słodkie jak świat. Silne kończyny i wyczulony nos. Czujne uszy i wesoło merdający puszysty ogon.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Wyczulony węch
  • Szybkość
  • Siła

HISTORIA: Nigdy jej nie opowiadała i nie opowie... Jak zechce to ci powie...
INNE: 

  • Uczulenia:
-Tytoń
-Alkohol
-Smutek
  • Partner: brak
  • Potomstwo: brak
  • Znaki szczególne: blizna na lewym udzie

KONTAKT: Wolf22

poniedziałek, 27 lutego 2017

Od Sugar'a CD. Cactusa

- Sugar… - Usłyszałem szept Cactusa tuż przy moim uchu, jednocześnie czując jego miękką brązową sierść tuż przy swojej. Serce od razu zabiło mi szybciej, a szok związany z nagłym przytuleniem powstrzymały łzy. Przynajmniej na chwilę. - Ja… nie wiem, co się stało… ale może jak mi powiesz będzie ci lepiej? Ja cię nie zostawię samego. Nieważne, co zrobiłeś, nieważne, co zrobisz. Jeżeli chcesz, możesz się wypłakać. To wcale nie oznacza, że jesteś słaby. Zrób to, jeśli to sprawi, że będzie ci lepiej. Proszę… nie chcę, żebyś był smutny…
 Nic nie mówiąc, przytuliłem się do niego mocniej, nie chcąc, by ta chwila się skończyła. By ukryć przed nim swoje zapłakane oczy i rozpacz, ukryć złość na samego siebie i trzęsące się łapy.
- Nie puszczaj mnie jeszcze - powiedziałem bardzo cicho, przyciskając głowę do jego szyi.
- Spokojnie, masz tyle czasu, ile potrzebujesz... - wymruczał zmienionym głosem, jakby coś utkwiło mu w gardle.
- To był wieczór - rozpocząłem swoją opowieść niepewnie. - Postanowiłem jeszcze chwilę patrolować na granicy, zamiast wracać na kolację do gangu. W pewnej chwili zauważyłem ciemnego psa, który szedł zgarbiony i wydał mi się podejrzany... - Pociągnąłem nosem i zrobiłem krótką przerwę. Cactu cierpliwie czekał, nie poganiając mnie, za co byłem mu niezmiernie wdzięczny. Już za chwilę powinien zacząć się domyślać, co zrobiłem. Gdybym tylko wtedy za nim nie poszedł... Ale w tamtym momencie decyzja o śledzeniu go wydawała się najlepszą i najrozsądniejszą. - Zawołałem go. Powiedziałem mu, że to teren gangu Élysée, udając, że do niego nie należę. Raczej słabo mi wyszło. - Próbowałem się uśmiechnąć, ale to również słabo mi wyszło. - Wydawało mi się, że nie jest wrogo nastawiony, ale zwyczajnie ostrożny, więc też starałem się taki być w rozmowie z nim. Wymieniliśmy parę słów, po czym odwrócił się i odszedł. Nie mogłem go tak zostawić, gdy nie wiedziałem, czy stanowi jakieś zagrożenie dla mojej rodziny. Starałem się wzbudzić jego sympatię, przedstawiłem się i zapytałem skąd jest. Powiedziałem, że nie widziałem go tutaj nigdy wcześniej i chyba właśnie wtedy się zdradziłem. Wykręciłem się, ale nie byłem pewien, czy uwierzył, bo kłamstwo to było grubymi nićmi szyte - odetchnąłem, powoli czując, jak wraca mi krążenie w zmrożonych łapach. Poruszyłem nimi lekko i z pewnymi oporami kontynuowałem. Teraz już nie mogłem przerwać w takim momencie. - Chciałem go zostawić, ale wtedy mnie zaatakował. Wtedy przyznał się, że jest jednym z Louvre. Nasza walka trwała kilka minut. Stąd mam te ugryzienia... W pewnym momencie trafiliśmy na ulicę i o mały włos obaj byśmy nie zginęli. Wykorzystał okazję i zaczął mnie dusić. Odruchowo machałem łapami, usiłując się wyswobodzić... I chyba go oślepiłem. Po prostu wydrapałem mu oko. - Zagryzłem mocno zęby, znów przypominając sobie odór spalin i brudnego futra, krew kapiącą na beton i skowyt pełen bólu.
 Cactus nic nie mówił. Mogłem w tym momencie przerwać i pozwolić mu myśleć, że po prostu kogoś okaleczyłem i jest mi z tym fatalnie, ale nie chciałem go okłamywać. Nie mogłem. Był najbliższą mi osobą na całym świecie. Nawet członkowie mojego gangu nie byli dla mnie tak ważni, jak on.
- Chciał mnie zabić... Musiałem! - zaskomlałem, przypominając sobie okropny, paniczny strach przed śmiercią. Czy on też czuł coś takiego? Czy zdążył poczuć...? - Popchnąłem go. Celowałem w jego oko, by mieć czas na ucieczkę, gdy ból go zamroczy. I w pewnym sensie mi się udało. Miałem mnóstwo czasu...
 Oderwałem się od Cactusa, który z zaskoczeniem cofnął się i zachwiał. Ukradkowo na niego spojrzałem, tylko przez sekundę, ale wiedziałem, że sens moich słów jeszcze do niego nie dotarł. Spuściłem głowę i zamknąłem oczy.
- Krzyczał. Bardzo głośno. A potem nagle umilkł. Wpadł na szkło.

Cactus?